Ciekawe miejsca w sieci
Ogarnia³o go coraz wiêksze podniecenie, ów niepokój, który zawsze siê w nim odzywa³, gdy wiedzia³, ¿e z³o mo¿e byæ pos³uszne jego woli, kiedy móg³ je obserwowaæ w zwolnionym dzia³aniu, w saczeniu siê kropla po kropli, podobne truciznie pozornie kuszacej, a dopiero po chwili zniekszta³cajacej rysy twarzy. Przypomnia³o mu siê, ¿e ulubionym jego zajêciem w latach ch³opiêcych by³o mordowanie wszystkich napotkanych po drodze stworzeñ: muchy odarte ze skrzyde³ wbija³ na szpilkê i trzepocace siê podpala³, rozdeptywa³ motyle, ostra laska przygwa¿d¿a³ ¿aby, zabija³ jaszczurki i swierszcze, rozkopywa³ i burzy³ mrowiska. Kiedy w dwunastym roku ¿ycia otrzyma³ od ojca flower, rozpocza³ systematyczne têpienie wiewiórek. Najwiêcej jednak zadowolenia da³ mu pewien dzieñ póznego lata, gdy przyczaiwszy siê w rowie ko³o s³upów telegraficznych zastrzeli³ jaskó³kê. Po raz pierwszy odczu³ wówczas cierpka radosæ towarzyszaca ³amaniu uswiêconych zwyczajów.
I w tym momencie pomysla³, ¿e niedaleka byæ mo¿e jest chwila, kiedy w Michasiu, z pewnoscia nie splamionym dotychczas ¿adnym brudnym uczynkiem, odezwie siê okrucieñstwo. Kogó¿ mo¿e to ominaæ? Kogo staæ, aby zdo³a³ wy³amaæ siê z ogólnego prawa natury? Gdyby nie lêk przed dorazna kara, któ¿ by nie zabija³, kto umia³by os³oniæ siê przed pokusami, które pragna karmiæ siê z³em? Wtem uczu³, ¿e jednoczesnie z tymi myslami, niby w innej rzeczywistosci, istnia³ w nim jakis nieokreslony i nieuchwytny g³os. Mia³ takie wra¿enie, jakby czegos zapomnia³.
Poderwa³ siê z krzes³a nieopanowanym ruchem i tak szybko cofna³ siê w stronê okna, ¿e nie zauwa¿y³ nawet, kiedy Michas tak¿e wsta³. Wzrok jego przyku³ du¿y krzy¿ odcinajacy siê od pobielanej sciany ciemnym, chropowatym drzewem. Sewerym zdziwi³ siê, ¿e dopiero teraz go dostrzeg³. Chocia¿ krzy¿ wisia³ na wprost wejscia, dok³adnie pamiêta³, i¿ gdy wszed³ do pokoju, sciana wyda³a mu siê pusta.
Po krótkiej ciszy nowe natarcie wiatru zabrzmia³o wzmo¿onym natê¿eniem, jakby spêtane nocne si³y wszystkie razem zerwa³y siê z uwiêzi i podobne skrzydlatym szatanom spad³y gniewnym k³êbowiskiem na ziemiê.
Seweryn drgna³. Zda³ sobie nagle sprawê, jaki to g³os przed chwila dawa³ w nim o sobie znaæ. Us³ysza³ wyraznie s³owa, których kiedys, gdy przystêpowa³ po raz pierwszy do komunii, uczy³ siê na pamiêæ: „Panie, nie jestem godzien, abys wszed³ pod dach mój, ale rzeknij s³owo, a bêdzie zbawiona dusza moja.” Us³ysza³ to zdanie nasycone tym samym przelotnym wzruszeniem, z jakim je wówczas za kap³anem powtarza³. Ujrza³ bia³y ornat triumfujacy czerwienia krzy¿a, z³oty kielich a wy¿ej monotonny nieomal dotykalny szept ksiêdza: „Corpus Domini nostri Jesu Christi custodiat animam tuam in vitam aeternam.”
Ockna³ siê us³yszawszy g³os ch³opca. Ale nie zrozumia³ s³ów. Spojrza³ w jego stronê:
- Mówi³es cos?
- Wychodzi ju¿ pan? - spyta³ tamten z akcentem zawodu.
Seweryn powtórzy³ machinalnie:
- Czy wychodzê?
I niespodziewanie o¿ywi³ siê.
- Nie, oczywiscie, ¿e nie wychodzê! Skad¿e? Nawet mi to do g³owy nie przysz³o. Co za pomys³! Obieca³em ci przecie¿ opowiedzieæ... No i có¿ mi siê tak przypatrujesz, jakbys ducha zobaczy³?
Michas zblad³ i cofna³ siê.
- Dziwnie pan tak teraz wyglada...
Seweryn rozesmia³ siê ha³asliwie.
- Ja dziwnie? Wydaje ci siê, mój ma³y. Dlaczegó¿ mia³bym dziwnie wygladaæ.
Przeciagna³ jednak niespokojnie d³onia po twarzy, jakby chcia³ siebie w ten sposób sprawdziæ. Cos go musia³o zastanowiæ, bo szybko nachyli³ siê w stronê lampy.
- Chodz no tutaj! - skina³ na ch³opca.
Michas zbli¿y³ siê.
- Co dziwnego zobaczy³es we mnie? No, mów! S³yszysz? Czego stoisz i gapisz siê? Masz mi w tej chwili powiedzieæ. Co jest we mnie dziwnego?
Nie mogac siê doczekaæ odpowiedzi, chwyci³ Michasia za rêkê Poczu³ widaæ ch³ód bo szczelniej otuli³ siê szlafrokiem i d³onie zanurzy³ w rêkawy. Poniewa¿ siedzia³ w pewnej odleg³osci od biurka, krag lampy tylko g³owê jego wy³ania³ z cienia; sto¿kowate sklepienie ³ysej czaszki, twarz drobna i pomarszczona o waskich, zwiêd³ych wargach i z nosem, którego ostry zarys nadawa³ policzkom wyraz ptasiej drapie¿nosci. Spod pó³przymkniêtych powiek zaledwie widaæ by³o zrenice: nik³e, wyblak³e pasemko, nieruchome, uwiêzione, zdawa³o siê, w skorupie woskowej. „To jest mój ojciec?” - pomysla³ nagle Seweryn i ogarnê³o go zdumienie, jakby po raz pierwszy odkry³ nie znana dotad prawdê. Có¿ go w³asciwie z tym smiesznym, zniedo³ê¿nia³ym cz³owiekiem ³aczy³o? M³odosæ, która w sobie czu³, nie mia³a nic wspólnego z tamta przywiêd³a staroscia i sama mysl o prawdopodobieñstwie jakiegokolwiek powinowactwa wyda³a mu siê obra¿ajaca i wstrêtna. Mia³ wra¿enie, ¿e gdyby przez d³u¿szy czas przypatrywa³ siê ojcu, powtarzajac sobie jednoczesnie, ¿e to jest w³asnie ojciec, uczu³by wreszcie do samego siebie nienawisæ. „Gdybym mia³ kiedy tak wygladaæ - mysla³ - wola³bym nie ¿yæ. Có¿ bowiem mo¿e wynagrodziæ podobna wegetacjê, czym¿e siê jest, gdy przestaje siê przyciagaæ ludzi, a w ich oczach zamiast zainteresowania znajduje siê obojêtnosæ? A jednak kiedys... - Seweryn zagryz³ wargi. - Nie, nigdy!”
Wtem Gej¿anowski podniós³ g³owê i jego oczy, z wysi³kiem wy³uskane z woskowego okrycia, spoczê³y na Sewerynie.
- Wiêc chcesz jutro? - powiedzia³. - Dobrze... Zajdz do mnie rano, dam ci pieniadze na drogê.
Seweryn tak by³ przygotowany na odmowê, ¿e szybka zgoda ojca oszo³omi³a go.
- Dziêkujê ojcu - bakna³ zmieszany - ojciec nawet nie wie...
Gej¿anowski skrzywi³ siê cierpko.
- Dobrze, dobrze... Nie wysilaj siê na dziêkowanie. Obejdê siê bez tego, zapewniam ciê. Wiesz, ¿e nie lubiê podobnych scen, zw³aszcza o tak póznej godzinie. No, czas ju¿ spaæ!
Widzac, ¿e ojciec wstaje, podniós³ siê.
- Dobranoc ojcu.
Gej¿anowski zrobi³ kilka kroków w kierunku sypialni, ale przed progiem zatrzyma³ siê i z cienia, spomiêdzy podniesionych ramion dobieg³ jego skrzypiacy g³os:
- Wiesz ju¿ o tym?
Seweryn drgna³.
- O czym? - spyta³ niepewnie