Na pamiatk, e w czasie wojny si urodzi),
Dobrze, mj Tadeuszu, es si dzis nagodzi
Do domu, wasnie kiedy mamy panien wiele.
Stryjaszek mysli wkrtce sprawi ci wesele;
Jest z czego wybra; u nas towarzystwo liczne
Od kilku dni zbiera si na sady graniczne
Dla skoczenia dawnego z panem Hrabia sporu;
I pan Hrabia ma jutro sam zjecha do dworu;
Podkomorzy ju zjecha z ona i z crkami.
Modzie posza do lasu bawi si strzelbami,
A starzy i kobiety niwo ogladaja
Pod lasem, i tam pewnie na modzie czekaja.
Pjdziemy, jesli zechcesz, i wkrtce spotkamy
Stryjaszka, Podkomorstwo i szanowne damy".
Pan Wojski z Tadeuszem ida pod las droga
I jeszcze si do woli nagada nie moga.
Soce ostatnich kresw nieba dochodzio,
Mniej silnie, ale szerzej ni we dnie swiecio,
Cae zaczerwienione, jak zdrowe oblicze
Gospodarza, gdy prace skoczywszy rolnicze.Na spoczynek powraca. Ju krag promienisty
Spuszcza si na wierzch boru i ju pomrok mglisty,
Napeniajac wierzchoki i gazie drzewa,
Cay las wiae w jedno i jakoby zlewa;
I br czerni si na ksztat ogromnego gmachu,
Soce nad nim czerwone jak poar na dachu;
Wtem zapado do gbi; jeszcze przez konary
Bysno jako swieca przez okienic szpary
I zgaso. I wnet sierpy gromadnie dzwoniace
We zboach i grabliska suwane po ace
Ucichy i stany: tak pan Sdzia kae,
U niego ze dniem kocza prac gospodarze.
"Pan swiata wie, jak dugo pracowa potrzeba;
Soce, Jego robotnik, kiedy znidzie z nieba,
Czas i ziemianinowi ustpowa z pola".
Tak zwyk mawia pan Sdzia, a Sdziego wola
Bya ekonomowi poczciwemu swita;
Bo nawet wozy, w ktre ju skada zaczto
Kop yta, niepene jada do stodoy;
Ciesza si z nadzwyczajnej ich lekkosci woy Weszlam do pokoju numer 315. Za biurkiem siedzial niemlody juz mezczyzna w cywilnym ubraniu. Dlaczego on jest po cywilnemu? - myslalam. - Czy to dobrze, czy zle, ze on jest po cywilnemu...
Serce walilo mi jak oszalale, w gardle mialam sucho. Mezczyzna zza biurka patrzyl na mnie przenikliwie.
- Dzien dobry... - odpowiedzial na moje powitanie.
- Pani dzis rano otrzymala wezwanie, prawda? Prosze bardzo, moze pani usiadzie...
Usiadlam sztywno na krzesle. Wyjal z szuflady jakies papiery, przejrzal je pobieznie.
- Moze pani zechce podac mi swoje dane osobiste...
Powiedzialam. W zdenerwowaniu podalam mu biezacy rok jako rok swojego urodzenia.
- Pani jest bardzo przestraszona... niepotrzebnie! Chodzi mi tylko o kilka informacji...
Nie moglam sie opanowac i czulam sama, jak dygoca mi usta.
- Prosze sie uspokoic, doprawdy... w ten sposob nie bedzie pani mogla zebrac mysli. Bardzo zalezy mi na tym zeby odpowiadala mi pani rzeczowo i spokojnie.
- Chwileczke, dobrze? - poprosilam.
Kilka razy odetchnelam gleboko.- Jeszcze sekunde... ja sie zaraz pozbieram...- Prosze bardzo... moze ja zaczne mowic, a pytania i odpowiedzi zostawimy na pozniej? Przez ten czas pani sie bedzie zbierac! - - usmiechnal sie. - - Otoz, sprawa wyglada nastepujaco... - urwal i znowu popatrzyl na mnie badawczo. - Pani sie mnie boi, tak? Obawia sie pani, ze ja tu zatrzymamy, zalozymy kajdanki, wytoczymy sprawe? A ja juz mowilem, ze chodzi mi tylko o pare szczegolow. Zreszta... moze pani poczuje sie lepiej, jezeli i ja podam swoje personalia. Nazywam sie Ligota, pani zna mojego syna, prawda? Ja z kolei znam Marcina. Jestem jego kuratorem i zostalem nim na wlasna prosbe... Czy to wszystko chociaz w pewnym stopniu uspokaja pania?
- W pewnym stopniu... - przyznalam silac sie na usmiech.
- Nie mam najmniejszego obowiazku mowic pani o tych rzeczach, ale za wszelka cene chce, aby doszla pani do jakiej takiej rownowagi!
- Dziekuje panu...
- Czy pani wie o tym, ze wczoraj po poludniu Marcin wyszedl z domu i do tej pory nie powrocil?
Po tych wszystkich informacjach, ktorych mi udzielil cichym, spokojnym tonem, to pytanie rzucil nieoczekiwanie ostro.
W pierwszej chwili jego sens nie dotarl do mnie.
- Slucham?
Powtorzyl. Zrozumialam.- Nic nie wiem... - odparlam dretwo.- Wczoraj po poludniu wyszedl z domu nie zostawiajac zadnej wiadomosci. W tej chwili szukamy go i kazda informacja, ktora moglaby nam w tym pomoc, jest dla nas niezwykle istotna. Czy pani ma cos do powiedzenia?
- Nie.
- Nie? Wiec pytam dalej. Kiedy widziala pani Marcina po raz ostatni?
- To bylo przed swietami... odprowadzil mnie na dworzec, kiedy wyjezdzalam do swojej babki.
- Czy mam to traktowac jako pani przemyslana odpowiedz?
- Oczywiscie!
- Czy jest cos, co pani chce ukryc, ze rozpoczyna pani rozmowe ze mna od klamstwa? Kazde klamstwo nie tylko pogarsza sprawe Marcina, ale rowniez i pania stawia w kregu pewnych podejrzen...
- Nie rozumiem pana... widzialam go ostatni raz na dworcu!
- Widziala go pani po raz ostatni na boisku szkolnym- sprostowal.
- Tak, slusznie! - przyznalam. - Ja zle rozumialam to pytanie! Ostatni raz rozmawialam z nim na dworcu, a ostatni raz widzialam go na boisku!
- Teraz pani widzi, dlaczego zalezy mi na rzeczowych odpowiedziach. Kazda nie przemyslana moze jedynie wprowadzic mnie w blad. Czy pani ma jakies osobiste przypuszczenia, czy pani domysla sie, gdzie obecnie przebywac moze Marcin?
- Nie. Nie mam pojecia...
- Prosze przedstawic mi w ogolnym zarysie przebieg waszej znajomosci!
Przedstawilam. Sluchal wszystkiego nie spuszczajac ze mnie wzroku.
- Tak... wiec pani dowiedziala sie prawdy od swojego przyjaciela i wtedy... co pani wtedy zrobila?
Apartamenty Rodzinne AB ZAŁĘCCY mieszczą się w Poddąbiu przy ul Plażowej 10 12 w odległości 200 m od plaży na terenie parkowego lasu bukowososnowego
Apartamenty Rodzinne "AB ZAŁĘCCY" mieszczą się w Poddąbiu przy ul Plażowej w odległości m od plaży na terenie parkowego lasu bukowososnowego Zapraszamy do apartamentów
składających się z jednej lub dwóch sypialni pokoju dziennego z w pełni wyposażonym aneksem kuchennym TV i łazienką w większych z pralką
Tagi: ustka rowy apartamenty poddąbie apartamentu
Ustka wczasy nad morzem noclegi kwatery aktywny wypoczynek gastronomia atrakcje kolonie obozy zielone szkoły muzea zabytki szlaki turystyczne plan miasta
Tagi: ustka noclegi wczasy morzem gastronomia