Ciekawe miejsca w sieci
Weszlam do pokoju numer 315. Za biurkiem siedzial niemlody juz mezczyzna w cywilnym ubraniu. „Dlaczego on jest po cywilnemu? - myslalam. - Czy to dobrze, czy zle, ze on jest po cywilnemu...”
Serce walilo mi jak oszalale, w gardle mialam sucho. Mezczyzna zza biurka patrzyl na mnie przenikliwie.
- Dzien dobry... - odpowiedzial na moje powitanie.
- Pani dzis rano otrzymala wezwanie, prawda? Prosze bardzo, moze pani usiadzie...
Usiadlam sztywno na krzesle. Wyjal z szuflady jakies papiery, przejrzal je pobieznie.
- Moze pani zechce podac mi swoje dane osobiste...
Powiedzialam. W zdenerwowaniu podalam mu biezacy rok jako rok swojego urodzenia.
- Pani jest bardzo przestraszona... niepotrzebnie! Chodzi mi tylko o kilka informacji...
Nie moglam sie opanowac i czulam sama, jak dygoca mi usta.
- Prosze sie uspokoic, doprawdy... w ten sposob nie bedzie pani mogla zebrac mysli. Bardzo zalezy mi na tym zeby odpowiadala mi pani rzeczowo i spokojnie.
- Chwileczke, dobrze? - poprosilam.
Kilka razy odetchnelam gleboko.- Jeszcze sekunde... ja sie zaraz pozbieram...- Prosze bardzo... moze ja zaczne mowic, a pytania i odpowiedzi zostawimy na pozniej? Przez ten czas pani sie bedzie zbierac! - - usmiechnal sie. - - Otoz, sprawa wyglada nastepujaco... - urwal i znowu popatrzyl na mnie badawczo. - Pani sie mnie boi, tak? Obawia sie pani, ze ja tu zatrzymamy, zalozymy kajdanki, wytoczymy sprawe? A ja juz mowilem, ze chodzi mi tylko o pare szczegolow. Zreszta... moze pani poczuje sie lepiej, jezeli i ja podam swoje personalia. Nazywam sie Ligota, pani zna mojego syna, prawda? Ja z kolei znam Marcina. Jestem jego kuratorem i zostalem nim na wlasna prosbe... Czy to wszystko chociaz w pewnym stopniu uspokaja pania?
- W pewnym stopniu... - przyznalam silac sie na usmiech.
- Nie mam najmniejszego obowiazku mowic pani o tych rzeczach, ale za wszelka cene chce, aby doszla pani do jakiej takiej rownowagi!
- Dziekuje panu...
- Czy pani wie o tym, ze wczoraj po poludniu Marcin wyszedl z domu i do tej pory nie powrocil?
Po tych wszystkich informacjach, ktorych mi udzielil cichym, spokojnym tonem, to pytanie rzucil nieoczekiwanie ostro.
W pierwszej chwili jego sens nie dotarl do mnie.
- Slucham?
Powtorzyl. Zrozumialam.- Nic nie wiem... - odparlam dretwo.- Wczoraj po poludniu wyszedl z domu nie zostawiajac zadnej wiadomosci. W tej chwili szukamy go i kazda informacja, ktora moglaby nam w tym pomoc, jest dla nas niezwykle istotna. Czy pani ma cos do powiedzenia?
- Nie.
- Nie? Wiec pytam dalej. Kiedy widziala pani Marcina po raz ostatni?
- To bylo przed swietami... odprowadzil mnie na dworzec, kiedy wyjezdzalam do swojej babki.
- Czy mam to traktowac jako pani przemyslana odpowiedz?
- Oczywiscie!
- Czy jest cos, co pani chce ukryc, ze rozpoczyna pani rozmowe ze mna od klamstwa? Kazde klamstwo nie tylko pogarsza sprawe Marcina, ale rowniez i pania stawia w kregu pewnych podejrzen...
- Nie rozumiem pana... widzialam go ostatni raz na dworcu!
- Widziala go pani po raz ostatni na boisku szkolnym- sprostowal.
- Tak, slusznie! - przyznalam. - Ja zle rozumialam to pytanie! Ostatni raz rozmawialam z nim na dworcu, a ostatni raz widzialam go na boisku!
- Teraz pani widzi, dlaczego zalezy mi na rzeczowych odpowiedziach. Kazda nie przemyslana moze jedynie wprowadzic mnie w blad. Czy pani ma jakies osobiste przypuszczenia, czy pani domysla sie, gdzie obecnie przebywac moze Marcin?
- Nie. Nie mam pojecia...
- Prosze przedstawic mi w ogolnym zarysie przebieg waszej znajomosci!
Przedstawilam. Sluchal wszystkiego nie spuszczajac ze mnie wzroku.
- Tak... wiec pani dowiedziala sie prawdy od swojego przyjaciela i wtedy... co pani wtedy zrobila? Kiedy ockna³ siê z omdlenia i otworzy³ oczy, wyda³o mu siê, ¿e jest w wiêzieniu. Mia³ wra¿enie, ¿e le¿y na twardej pryczy, w ciasnej i niskiej celi, w g³êbi wyraznie zarysowa³o siê ma³e, okratowane okno.
Nie zaniepokoi³ siê tym odkryciem. „Jest noc” - pomysla³ tylko. Nawet go to nie zainteresowa³o, w jaki siê tu sposób dosta³. Zamkna³ z powrotem powieki i tak le¿a³ d³u¿sza chwilê.
Dopiero szum wiatru i g³osy uswiadomi³y mu pomy³kê. Od razu przypomnia³ sobie miniona godzinê, wszystko a¿ do ostatniego b³ysku przytomnosci. Có¿ za historia! Lêki, widziad³a, urojone rozmowy, goraczkowa maligna, stek chorobliwych bredni. Stwierdza³ to jednak obojêtnie, bez wzruszenia, jakby w tym wszystkim nie bra³ bezposredniego udzia³u, lecz pozostawa³ z daleka w roli widza.
Czu³ siê zreszta teraz znacznie lepiej. Gdy usiad³, nie zakrêci³o mu siê w g³owie, mina³ równie¿ mêczacy bezw³ad cia³a, które chocia¿ dalekie od sprê¿ystosci, pozwala³o ju¿ przecie¿ soba kierowaæ. Pierwszych kilka ruchów wykona³ sztywno i niepewnie, jakby by³ manekinem. Jeszcze nie dowierza³. Ale gdy wyprostowa³ siê i stana³ na nogach, wstapi³a w niego otucha. Nie bez z³osliwej uciechy pomysla³ o policjantach, których tak zrêcznie umia³ pozostawiæ poza soba. Wróci³a mu i sprawnosæ myslenia. Orientujac siê wed³ug przebytej drogi, móg³ przypusciæ, i¿ wed³ug wszelkiego prawdopodobieñstwa znajdowa³ siê gdzies w okolicy Wo³kowyska. Przedostania siê do miasta wola³ nie ryzykowaæ. Zaspokoiæ g³ód- to by³o obecnie najwa¿niejsze. Nie czekajac na swit, postanowi³ natychmiast, korzystajac z os³ony nocy, wyruszyæ na poszukiwanie jakiejs wsi. By³ pewny, ¿e instynkt go nie omyli i dobrze poprowadzi.
Wygramoli³ siê z sza³asu i poszed³ w kierunku, w którym uczyni³ pierwszy krok. Przyzwyczajony do czêstego przebywania w ciemnosciach, szybko oswoi³ siê z terenem. Po zapachu mokrade³ domysli³ siê, ¿e idzie wzd³u¿ rzeki. Bór sosnowy w tym miejscu by³ wysoki i gêsty, lecz brak krzaków u³atwia³ posuwanie siê naprzód. Ju¿ po paru minutach Morawiec odró¿nia³ ciê¿kie i twardo mrok ¿³obiace cienie pni. Wymija³ je pewnie, o¿ywiony ruchem szed³ coraz szybciej, ostry wiatr siek³ go po twarzy, nie czu³ jednak ch³odu. By³o mu lekko, prawie radosnie. Wsród tego wewnêtrznego upojenia traci³ chwilami swiadomosæ, i¿ znajduje siê w lesie. Wysokie szumy ogromnymi wodospadami raz po raz sp³ywa³y na ziemiê, i oto, jakby zap³odnione tym o¿ywczym deszczem, wyrasta³y nagle pod nogami puszyste trawy, wolna przestrzeñ ³ak otwiera³a siê doko³a, wiatr nastraja³ cia³o pospiesznym i szerokim oddechem. Wyda³o siê Morawcowi, i¿ tylko patrzeæ, a gwa³towniejszy podmuch sp³ynie snopem swiat³a, rozewrze w górze ciemnosci i wielkie niebo nocy wstanie wysoko, pe³ne gwiazd wirujacych bezszelestnie: obszar bezkresny, pod którego bezpieczna os³ona uspiona noc wolno toczy swoje pola, miasta, lasy i rzeki. Kilka razy zawadza³ o wystajace korzenie, traci³ równowagê, lecz machinalnie wyprostowywa³ siê i szed³ dalej nie zauwa¿ajac nawet potkniêæ. Coraz wyrazniej zdawa³ sobie sprawê, ¿e musi siê spieszyæ i ani na chwilê nie wolno mu zatrzymaæ siê i odpoczaæ. Mia³ niejasna, lecz uporczywa pewnosæ, ¿e gdyby teraz przystana³ - natychmiast wszystko by siê odmieni³o. Znajdowa³ siê w stanie podobnym do marzenia pó³sennego, kiedy prze¿ywa siê powiewne obrazy pe³ne napiêcia nerwów, lecz wie siê jednoczesnie, i¿ obok, jakby o krok, stoi i czeka inna rzeczywistosæ i tylko nieznaczny ruch wystarczy nieuwa¿nie w jej kierunku uczyniæ, aby jak wirom rzeki pozwoliæ siê jej wciagnaæ. Pocza³ go ogarniaæ niepokój. By³o mu coraz gorêcej, palto zapiête pod szyjê utrudnia³o oddech. Rozpia³ je wiêc, odwina³ szalik, czapkê zsuna³ z czo³a.
Nagle poczu³, ¿e grunt pod nogami staje siê miêkki. Zrobi³ jeszcze kilka kroków: ziemia wyraznie ugina³a siê. „Bagna!” - przemknê³o mu przez g³owê. Skrêci³ raptownie w bok, rzuci³ siê ca³ym cia³em, ale ledwie dotkna³ nogami ziemi, uswiadomi³ sobie, i¿ szybko zapada siê w grzaskie mokrad³o. Instynktownie wyciagna³ przed siebie ramiona. Nie znalaz³ ¿adnego oparcia, powietrze wymknê³o mu siê z d³oni jak osliz³a ryba, szarpna³ siê, chcia³ siê podzwignaæ, uwolniæ nogi oblepione ju¿ po kolana gêsta mazia. Gdy wyprê¿y³ a¿ do bólu musku³y pleców i ju¿ siê zamierza³ poderwaæ do rozpaczliwego skoku, zawirowa³o mu w g³owie, a w górze wysoko ponad soba, jakby w przelocie, ujrza³ czarne, ³opoczace skrzyd³a sosen. Jednoczesnie md³y odór bagniska uderzy³ go w nozdrza, pod palcami poczu³ lepka wilgoæ. Krzykna³.
Ju¿ siê nie zastanawia³ nad celowoscia ruchów. Jak zwierzê osaczone w lesnym ostêpie szamota³ siê slepo, bi³ rêkoma przed siebie. Grzêzna³ przecie¿ w mokrad³o coraz g³êbiej. Ju¿ do pasa siê zanurzy³ i ciagle jeszcze nie czu³ pod stopami oparcia: przepasæ rozwiera³a siê powoli, wch³ania³a szarpiace siê cia³o bezszelestnie. Chcia³ jeszcze raz krzyknaæ, wo³aæ pomocy. Ale strach i obrzydzenie zd³awi³y mu gard³o. Us³ysza³ jedynie st³umione rzê¿enie, nieporadny, chrapliwy be³kot cz³owieka, który dusi siê. „Koniec” - pomysla³. Nie czu³ ¿alu, ¿e umiera. Ogarnê³a go tylko zaciek³a nienawisæ do podobnego koñca, do smierci tak przypadkowej, bezsilnej i wstrêtnej. Zdawa³ sobie sprawê, ¿e przytomnosæ nie opusci go do ostatniej chwili. Bêdzie dzia³a³ nawet wówczas, gdy b³oto zacznie mu siê wdzieraæ do ust, zalewaæ uszy, potem nos, wreszcie oczy. Wzdrygna³ siê. Znów usuna³ siê g³êbiej. Woñ zgnilizny, ciê¿ka i duszna, przyprawia³a go o md³osci.
By³a cisza. Wiatr zatrzyma³ siê gdzies ponad lasem. Tylko rozbudzone bagno dawa³o o sobie znaæ g³uchym bulgotem. W pobli¿u, mo¿e z odleg³osci kilkudziesiêciu kroków, krzykna³ jakis ptak. Natychmiast drugi odpowiedzia³ z daleka. Dzikie kaczki.
Morawiec nie rusza³ siê. Odzyska³ równowagê, sta³ wyprostowany, z d³oñmi lekko wzniesionymi. By³o doko³a tak ciemno, i¿ wzrok na pró¿no szuka³ jakiegokolwiek punktu oparcia. Có¿? Zanim godzina przedswitu rozjasni mrok, bêdzie ju¿ po wszystkim. Nikt nawet nie domysli siê, co siê tu wydarzy³o pewnej nocy. Za kilka tygodni mrozy zetna mokrad³a, spadnie snieg... Pomysla³, ¿e najlepiej uczyni przyspieszajac koniec. Im prêdzej, tym lepiej. Przechyli³ siê wiêc, ale zanim wykona³ zamierzony ruch, wyda³o mu siê, ¿e nogami opar³ siê wreszcie o pewny grunt. By³o jednak za pózno. Nie zdo³a³ ju¿ opanowaæ rozpêdu, który sam wywo³a³, gwa³towne szarpniêcie celem utrzymania równowagi spózni³o siê o u³amek sekundy i Morawiec zeslizna³ siê na bok. Upad³ na prawa stronê, d³awiacy ch³ód dosiêgna³ mu piersi, ogarna³ ramiê. Wtedy zacza³ krzyczeæ.
Ksiadz Siecheñ us³ysza³ ju¿ pierwsze wo³anie Morawca. Dobieg³o go z daleka. Natychmiast zatrzyma³ siê. G³os przyszed³ od strony Zelwianki. Czy¿by ktos zab³adzi³? Proboszcz skrêci³ ze scie¿ki i zacza³ pospiesznie isæ na prze³aj lasem. Po gruncie opadajacym ku do³owi lekka pochy³oscia pozna³, ¿e rzeka musia³a przep³ywaæ niedaleko. Zwolni³ wiêc kroku, wiedzac, ¿e w tej czêsci lasu zdradzieckie bagna ciagnê³y siê na znacznej przestrzeni. Wiatr, wciskajacy pomiêdzy drzewa zgêszczony zapach wilgoci, wskazywa³ na bliskosæ mokrade³.
Wo³anie nie powtórzy³o siê. Ksiadz Siecheñ przystawa³ kilka razy, nic jednak nie s³ysza³, by³a cisza, nawet szum sosen pop³yna³ góra st³umiony. Sadzac, ¿e uleg³ z³udzeniu, zamierza³ zawróciæ, gdy nagle w odleg³osci kilkudziesiêciu najwy¿ej kroków rozleg³ siê przejmujacy krzyk, g³os mê¿czyzny gwa³townie na pe³nym oddechu wyrzucony, wibrujacy przera¿eniem, wo³anie, które zrazu wyda³o siê krótkie, lecz zanim siê urwa³o, przesz³o w przeciag³y skowyt, rozdzierajacy, ob³akany ryk.
Ksiadz Siecheñ zadr¿a³. Podobnie krzyczacych ludzi s³ysza³ w czasie wojny. Od razu zda³ sobie sprawê, ¿e musi komus groziæ niebezpieczeñstwo.
- Kto tu? - zawo³a³.
Posuna³ siê naprzód kilka kroków i poczu³, ¿e ziemia pod nogami zaczyna siê uginaæ. Teraz wszystko zrozumia³. Nie zastanawiajac siê, ¿e sam siê nara¿a na niebezpieczeñstwo, rzuci³ siê przed siebie w ciemnosæ. Grzazki grunt lekko siê rozstapi³ i proboszcz po kolana zapad³ siê w b³oto. Ale ju¿ przy sobie, zaledwie o parê metrów, s³ysza³ rzê¿enie cz³owieka, oddech przyspieszony, wcisniêty gdzies nisko, jak gdyby ze dna g³êbokiej przepasci wychodzacy. W tej chwili na nowo zerwa³ siê wiatr. Gwa³townym k³êbem runa³ z wysoka. Zafalowa³o powietrze. Ksiadz Siecheñ, wykrzykujac jakies s³owa krótkie i urywane, przechyli³ siê i nagle, gdy wyda³o mu siê, ¿e zapada siê w mroczna g³ab, uczu³ pod palcami zacisniêta d³oñ. Schwyci³ ja, ju¿ ramiona tamtego cz³owieka trzyma³ w swoich ramionach, przyciagna³ je, poderwa³, jakby dzwignaæ chcia³ ogromny g³az. Mysl proboszcza pracowa³a równo i spokojnie. Zdawa³ sobie sprawê, ¿e od tej jednej minuty zale¿eæ bêdzie nie tylko ¿ycie tamtego cz³owieka, lecz i jego w³asne. Ta swiadomosæ doda³a mu si³. Czu³, ¿e si³a o jaka siebie nawet nie podejrzewa³, wstêpuje w niego i na wskros przenika. Z odleg³osci czasu nigdy nie zdo³a sobie przypomnieæ, w jaki sposób uda³o mu siê tego przypadkowo spotkanego mê¿czyznê uratowaæ. Pozostanie mu jedynie w wyobrazni ciemnosæ, a w niej okrutny ciê¿ar obcego cia³a, które przyciaga³ ku sobie kurczowym naprê¿eniem musku³ów. Mia³ wra¿enie w tej chwili, jak gdyby zwar³ siê z nieub³aganym wrogiem, jak gdyby od tego, czy zwyciê¿y, czy pozwoli siê pokonaæ, zale¿a³o nie tylko ¿ycie, lecz cos o wiele wiêkszego.
Z poczatku Morawiec by³ zbyt oszo³omiony zjawieniem siê nieoczekiwanego zbawcy, aby dopomóc jego wysi³kom. Gdy jednak uczu³, ¿e ciê¿ar bagna usuwa siê powoli z piersi, wyprê¿y³ siê instynktownie, mocniej przywar³ do obejmujacych go ramion. I tak przycisniêci do siebie, z³aczeni jednym oddechem i jednym dr¿eniem, walczyli zaciekle, w skupionym milczeniu.
Ksiadz Siecheñ poczu³ wyraznie pod nogami grunt. Wpar³ siê w niego mocno. Odetchna³. Tamten za to w ostatniej chwili os³ab³. G³owa opad³a mu bezsilnie, ramiona zwiotcza³y. Proboszcz pociagna³ go za soba jeszcze kilka kroków. Znajdowali siê ju¿ w lesie. Ostro¿nie wiêc, jakby mia³ do czynienia z chorym dzieckiem, u³o¿y³ mê¿czyznê na suchej ziemi.
Morawiec le¿a³ bez ruchu. Ogarnê³a go niemoc podobna tej, która nasz³a go przed godzina w sza³asie. Cia³o mia³ skostnia³e, oblepione b³otem, mimo to czu³ w sobie palace bolesne goraco. Szumia³o mu w g³owie. „Mam goraczkê” - pomysla³. Nagle wyda³o mu siê, ¿e cz³owiek, który go uratowa³, odszed³. Zaniepokojony, podzwigna³ g³owê.
Ksiadz Siecheñ, us³yszawszy szmer, przyklêkna³. Morawiec uspokoi³ siê. Z powrotem opar³ g³owê o ziemiê
Chorwacja kraj który zauroczy każdego Chcesz się dowiedzieć więcej o Chorwacji Chorwacja przeżycia wakacje oraz rady dla wybierających się do Chorwacji Chorwacja to jest to
Chorwacja ChorwacjÄ… Chorwacjom Chorwacjami Chorwacji Chorwacje chorwacki chorwackie chorwacja chorwacjÄ… chorwacjom chorwacjami wakacje hrvatska croatia europa apartamenty pula dalmacja istria istra
pogoda podróże podroze wyspy CHORWACJA W CHORWACJI Kvarner Krk Hvar Pag Rab Brac Losinj Cres Korcula Peljesac Dubrovnik Makarska Baska Opatija Porec Umag Crikvenica Vinodolski Crikwenica Trogir
Split Rabac Zadar Biograd Kornaty Krka Plitvice Kornati Mljet Sibenik Kastela Vodice Apartamenty hotel hotele prywatny prywatne camping pokoje kemping kamping mariny przystajń przystań schroniska
przystanie żagle żeglarstwo windsurfing nurkowanie kajaki aktywna aktywna turystyka wczasy obozy wycieczki dojazd własny autokar czartery rejsy morze ciepłe góry agroturystyka Jeśli witryna nie
załaduje się za chwilę kliknij w OBRAZEK
Tagi: chorwacja chorwacji wakacje aktywna zadar
DROHICZYN NAD BUGIEM PROPONUJEMY PAŃSTWU CIEKAWY I RELAKSUJĽCY WYPOCZYNEK NAD RZEKĽ BUG CIEKAWE OKOLICE PIĘKNE KRAJOBRAZY PODLASIA ZABYTKI TO TYLKO NIEKTÓRE Z ATRAKCJI NASZEGO REGIONU SERDECZNIE
ZAPRASZAMY
Tagi: drohiczyn wypoczynek zabytki wakacje wczasy
Spory wybór żaglówek tanio solidnie zniżki oferty LAST MINUTE
Mikron koje Zalew Zegrzyński dł kadłuba cm szer maksymalna cm pełne wyposażenie turystyczne + silnik atrakcyjne ceny Mors koi Mazury dł kadłuba cm szer maksymalna cm pełne wyposażenie
turystyczne + silnik atrakcyjne ceny Kontakt tel kom dzwonić do doru@pocztaonet
Tagi: wakacje tanio zegrzyński maksymalna szer
TRAVELPLUS biuro podróży organizujemy wyjazdy na wczasy wycieczki urlopy zimowiska wyjazdy dla grup zorganizowanych
Jesteś osobą odwiedzającą naszą stronę Strona główna tu zaczyna się podróż Serdecznie zapraszamy do zapoznania się z naszą ofertą Na naszych stronach znajdziecie Państwo katalog
oferowanych przez nas imprez turystycznych Serdecznie dziękujemy wszystkim tym którzy już skorzystali z naszej oferty i zapraszamy wszystkich poszukujących dobrego i sprawdzonego biura
Tagi: wczasy wakacje biuro podróży ostrów
Odkryj polskie góry i ich piękno Dzięki PolishMountainscom spędzisz wspaniałe wakacje w górach prezentujemy wyjątkowe hotele pensjonaty i ośrodki biznesowe noclegi w górach Wczasy w górach
z PolishMountainscom wellness w górachspa w górachnoclegi w górach
polecamy miejscowości dla firm wczasy nieruchomości informacje odkryj polskie góry i ich piękno Prezentujemy ośrodki biznesowe i wypoczynkowe miejsca w których spędzisz wyjątkowe wakacje
w górach NIEZMIENNIE OD ROKU Najnowsze propozycje PolishMOUNTAINS Partnerzy Tutaj mogą Państwo zapisać się do bezpłatnego NEWSLETTERA
Tagi: górach polishmountainscom wakacje góry polskie
Egiptinfopl wakacje wczasy wycieczki PORTAL EGIPTinfopl Last Minute
Wszystkie oferty wiodÄ…cych touroperatorów w jednym Portalu! Morze Åšródziemne zÅ‚ od zÅ‚ od zÅ‚ od zÅ‚ od zÅ‚ od zÅ‚ od zÅ‚ od zÅ‚ od Europa i Morze Czarne zÅ‚ od zÅ‚ od zÅ‚ od zÅ‚ od
zł od zł od zł od zł od zł od zł od Egzotyczne Wczasy zł od zł od zł od zł od zł od zł od zł od zł od zł od zł od Słoneczne Wyspy zł od zł od zł od zł od zł od zł od zł od zł
od biura podróży hotele apartamenty wczasy wycieczki online hdobÄ™ telefonicznie lub w Banner infolinii > Wakacje wycieczki i wczasy z Egipt
Tagi: wczasy wycieczki last wakacje hurghada
Biuro Podróży FRAJDA prowadzi obsługę turystyczną dla dzieci i młodzieży turnusy wakacyjne i wycieczki szkolne Jednym słowem WIELKA FRAJDA!
Przepraszamy za utrudnienia na stronie Trwają prace nad aktualizacją strony Już wrkrótce pojawią się nowe opcje dla naszych obozowiczów ZAPRASZAMY Jeśli pracujesz pilnie rok cały a przecież
jesteś jeszcze mały każdy dorosły przyzna Ci rację że zasłużyłeś na wakacje Letnie obozy wycieczki rajdy mogą dostarczyć niezłej frajdy Leśne podchody kąpiele w jeziorze wszystkim
odpocząć to pomoże
Tagi: frajda podróży wycieczki warszawa wakacje